Islandia – informacje praktyczne

Islandia stoi wysoko na liście marzeń podróżniczych u wielu osób, które znam. Większość z nich odkłada ją jednak na bliżej niezdefiniowaną przyszłość. Powodów może być wiele. Bo drogo, zimno, potrzeba zazwyczaj samochodu 4×4, żeby dotrzeć w niektóre miejsca – zazwyczaj te powody stoją na czele „wymówek”. Czy zorganizowanie wypadu do krainy elfów ( wiedzieliście, że wiele ludzi na Islandii naprawdę wierzy w istnienie elfów ?) rzeczywiście jest takie trudne i wymaga małej fortuny?
Zapraszam na praktyczny wpis o Islandii, który mam nadzieję, odpowie chociaż na część Waszych pytań i ułatwi zorganizowanie wyprawy.

Jedno z wielu pól łubinu mijanych po drodze.

Kiedy jechać?

Wydaje mi się, że pora roku zależy trochę od Waszej osobowości. Ja prawie zawsze wybiorę lato/ wiosnę. Klimat i pogoda na Islandii są dosyć surowe, tak jak w innych skandynawskich krajach, więc po tylu latach życia w Norwegii, zawsze staram się łapać każdą najmniejszą okazję na słońce i ciepełko, więc zimą wolę wyjazdy do cieplejszych miejsc.

Latem temperatury na Islandii mogą sięgnąć aż 20 stopni, a czasami nawet odrobinę więcej, ale żeby tego doświadczyć trzeba mieć też odrobinę szczęścia. Z reguły temperatury w dzień to kilkanaście stopni, a w nocy kilka. Podczas naszego pobytu, w ciągu dnia było pomiędzy 9 a 15 stopni. Nastawiałam się na temperatury podobne do norweskich, ale było zimniej. Odczuwalność też była inna, mogło to być spowodowane mgłą i silnymi wiatrami, które są nieodłączną częścią islandzkiego klimatu. ( Do tego stopnia, że na większości wypożyczonych aut jest informacja, żeby uważać przy otwieraniu drzwi. Przy silnych wiatrach mogą one zostać wyrwane co może dać Wam chociaż minimalne wyobrażenie od sile tamtejszych wiatrów 🙂 ).
Po całym dniu wędrówek i podziwiania kolejnych cudów natury na zewnątrz, wieczorem trudno już było mi wysiąść z auta. Wydawało mi się , że temperatura jest minusowa, a od dreszczy aż mnie telepało, a przecież był koniec czerwca. 🙂
Nocy jako takiej praktycznie nie ma. Podczas naszego pobytu około 1 robiło się może odrobinę szaro, ale i to nie zawsze. Co za tym idzie, latem jest więcej światła, dzień jest dłuższy i adekwatnie mamy więcej sił na zwiedzanie i odkrywanie nowych miejsc.

Latem więcej miejsc jest dostępnych. Najlepiej i tak wynająć samochód 4×4, ale nawet z najlepszym samochodem, zimą część dróg będzie po prostu nieprzejezdna, zwłaszcza drogi F, którym możemy dojechać w głąb Islandii.

Latem jest też niesamowicie zielono i w wielu miejscach rozciągają się piękne pola łubinu. Niezaprzeczalnie za okresem letnim przemawia też fakt, że to wtedy możecie zobaczyć maskonury, czy inaczej puffiny. Mnie te ptaki bardzo zafascynowały i chętnie wróciłabym tylko dlatego, żeby więcej czasu poświęcić na ich obserwacje. Przylatują one na Islandię zazwyczaj w połowie kwietnia i zostają do września. Pozostałą część roku spędzają głównie na Oceanie Atlantyckim. Na lądzie przebywają w okresie lęgowym. Oczywiście latem też nie mamy gwarancji, że je zobaczymy, ale z pewnością są na to dużo większe szanse. ( Np. na wyspach Vestmannaeyjar, gdzie znajduje się największa na świecie kolonia maskonurów).

Latem trzeba też uważać na burze piaskowe, mieliśmy okazję jedną obserwować.

Zima natomiast wydaje mi się dobrą porą dla introwertyków, którzy chcieliby poczuć się trochę jak w innym świecie czy na innej planecie. Lodowce w pełnej krasie, miejsca które aż epatują niezwykłością. ( Przychodzi mi tutaj do głowy określenie “the sublime”, o którym często rozmawialiśmy na studiach z literatury angielskiej. Coś pięknego, niezwykłego, natura która wymyka się poza ludzkie wyobrażenie, a jednocześnie w środku budzi trochę niepokój .) Dodatkowo zima to zdecydowanie najlepsza pora dla miłośników jaskin lodowcowych – można odwiedzić wiele z nich, podczas gdy latem dostępna jest tylko jedna.
Poza tym zimą mamy bardzo dużą szansę zobaczenia zorzy polarnej. Dla wielu niewątpliwą zaletą będą też niższe ceny. W tym okresie przyjeżdża tutaj zdecydowanie mniej turystów, więc za nocleg czy wynajęcie auta zapłacimy mniej. W popularnych miejscach jak np. Złoty Krąg nie będzie też tłumów, co niestety może się przytrafić latem.

W drodze do Vatnajokull National Park.


LOT

My lecieliśmy z Warszawy liniami WizzAir i za dwie osoby w jedną stronę zapłaciliśmy około 700 zł. Wracaliśmy już prosto do Norwegii liniami Norwegian i w sumie wyszło nam taniej, niż byśmy mieli wracać do Polski. Ceny w sezonie będą wahać się w granicach 700 – 1500 zł, czasami można zapolować na okazję. Do tego dochodzi bagaż. Ja zazwyczaj pakuję się tylko w podręczny, ale z Islandią może być ciężko, bo jednak warto wziąć naprawdę grube swetry i skarpety, a one jednak trochę miejsca zajmują.
Poza sezonem można znaleźć bilety w naprawdę fajnych cenach, nawet za 200 -400 zł w dwie strony.
Wcześniej z Polski oprócz WizzAir, bezpośrednio latał także WOW Air. Niestety, w marcu 2019 linie te ogłosiły bankructwo, a tym samym odwołały wszystkie loty.

Możemy skorzystać także z usług innego przewoźnika, jak np. SAS, ale w takim przypadku czeka nas przesiadka i rzadko kiedy taka opcja wychodzi taniej.
Warto sprawdzić także połączenia z Niemiec ( Berlin) czy Wielkiej Brytanii.

Na Islandię można też dostać się promem z Danii. Linie Smyrilline . Ceny na sezon 2020 zaczynają się od 995 euro.

Krater Viti (z islandzkiego „piekło”)

JAK PRZEMIESZCZAĆ SIĘ PO WYSPIE?

Wynajem auta

Dla mnie najlepszą opcją jest bezsprzecznie wynajem auta, najlepiej takiego mini vana, w którym będziecie mogli spać. (Przed wyjazdem na Islandię myślałam, że słowo “ camper” odnosi się do takich większych aut, z normalnym łóżkiem, jakąś małą kuchenką itp. A w prawie wszystkich wypożyczalniach na Islandii, camper to był właśnie taki mini van dla dwóch osób, z tyłu miał miejsce na bagaże, materac i dwie skrzynie, na których można było go rozłożyć. Taki większy samochód, o którym myślałam nazywa się motorhome. Nie wiem czy takie rozgraniczenie jest tylko na Islandii, ale można się trochę zdziwić przy wynajmie. )

Wypożyczalni jest kilka, warto zrobić dobre rozeznanie przed wybraniem jednej. W niektórych wymagają niebotycznych depozytów. Trzeba też dokładnie przeczytać informacje zapisane drobnym druczkiem, czyli np. czy nie ma limitu kilometrów, jak wysoki depozyt trzeba wpłacić ( czasami jest on niebotyczny, mi akurat udało się znaleźć wypożyczalnię, która nie wymagała depozytu, trzeba było tylko podać dane karty w razie uszkodzeń itp. ) Kolejna ważna rzecz to wiek kierowcy i dopłata za każdego kolejnego kierowcę. W większości wypożyczalni trzeba zapłacić więcej, jeśli kierowca ma mniej niż 25 lat, a w niektórych miejscach mogą nam nawet nie udostępnić auta jeśli to kryterium wiekowe nie jest spełnione.

Kolejną sprawą jest ubezpieczenie – zobaczmy co zawiera w sobie podstawowa opcja i czy warto wykupić dodatki. My pierwszy raz wykupiliśmy opcję Premium, która w razie szkody pokrywałaby wszystkie koszty, nie mielibyśmy wkładu własnego. Szkody dzielą się też na kategorie – spowodowane kamieniami i żwirem ( tutaj trudno o to, żeby nie było chociaż minimalnych rys czy odprysków lakieru, nawet jeśli cały czas jechalibyśmy Þjóðvegur 1 – Ring Road, która prowadził wokół wyspy-, lub np. spowodowane przez burze piaskowe czy wulkaniczny pył. Trzeba przyznać, że to ubezpieczenie kosztowało drugie tyle co samo auto, ale bez tego wkład własny przy uszkodzeniu ( np.w razie gdyby lakier odprysnął ) wynosiły 6.000 zł i więcej.
Przy wyborze auta warto też sprawdzić do jakich dróg jest on przystosowany i czy są jakieś miejsca, w które nie możemy wjeżdżać, np. F roads. To są głównie drogi szutrowe, które prowadzą w głąb Islandii. Jeśli pojedziecie w takie miejsce i coś się stanie, a w umowie te drogi były zastrzeżone, to nawet najlepsze ubezpieczenie Wam nie pomoże 🙂
Przed zarezerwowaniem auta warto też zaplanować sobie trasę, bo jeśli chcielibyśmy zwiedzić interior, to potrzebować będziemy auta 4×4. Bez tego nie dotrzemy np. w góry Landmannalaugar (czyli Góry Tęczowe ) czy do wulkanu Hekla.
UWAGA! Zbaczanie z trasy (czyli jazda off road) jest zabroniona na Islandii, a za złamanie przepisów grożą wysokie mandaty.

Kilka wypożyczalni :

  • Motorhome Iceland : https://www.motorhomeiceland.com – z tej wypożyczalni było nasze auto, wszystko odbyło się bez problemu, w ostatniej chwili nawet zostaliśmy uratowani przez nich przed spędzeniem nocy na lotnisku ( Okazało się, że nie ma jak dojechać o tej porze do naszego hotelu, a piechotą nie można było pójść, bo jedyna droga prowadziła przez autostradę ).
  • ICEPOLE : http://icepole.eu- firma prowadzona przez naszych rodaków, często polecana, jeszcze nie mieliśmy okazji wypróbować
  • Isak 4×4 : https://www.isak.is
  • Camper Iceland : https://www.campericeland.is/en/
  • Happy Campers : https://happycampers.is

AUTOSTOP

Niewiele mijaliśmy po drodze osób, które podróżowały w ten sposób, ale z zasłyszanych opowieści podobno jest to możliwe, a Islandczycy chętniej się zatrzymują. Gorzej, jeśli będziemy musieli złapać stopa z jakiegoś odludnego miejsca. Czasami przez kilka godzin nie mijaliśmy żadnego auta, więc mogłoby być ciężko cokolwiek znaleźć w takich miejsach.

ROWER

Po drodze widziałam kilku śmiałków, którzy wybrali się w podróż rowerem. Podziwiałam ich, ale też było mi trochę szkoda patrzeć na ich zmagania z silnym wiatrem. Do takiej wyprawy rowerowej trzeba się długo i porządnie przygotować, bo warunki mogą być naprawdę ciężkie. Jak już wyjedzie się poza Reykjavik, można liczyć na spokój na drogach. Jest też raczej bezpiecznie, kierowcy uważają na rowerzystów. Na pewno sporo trzeba zainwestować pieniędzy przed wyprawą – sprawdzony rower, dobre sakwy, namiot, ubrania odpowiednie na deszcz i wiatr i wiele innych.

AUTOBUSY

W większość popularnych miejsc uda Wam się dojechać autobusem, rozkład można sprawdzić na STRAETO
Można też wykupić wycieczkę zorganizowaną, jednodniową lub dłuższą. Ceny jednodniowych wycieczek, np.żeby zobaczyć atrakcje Złotego Kręgu, zaczynają się od 10.000 ISK. (około 300 zł)
Flybusem dojedziecie z lotniska Keflavik do centrum Reykjaviku. Podróż trwa około 45 minut. W zależności od miejsca do którego chcecie dotrzeć, zapłacicie od 3500 ISK i więcej. Bilet zarezerwować możecie TUTAJ .

WIFI


W przeciwieństwie do wielu innych krajów, w których byłam, zdziwiło mnie, że na Islandii jest tak mało miejsc z darmowym wifi. Często nawet w typowych punktach turystycznych, takich jak informacja, trzeba było zapłacić za dostęp (np. 4 euro za 30 minut). Darmowe wifi było w części restauracji i kawiarni, ale zazwyczaj potrzebowaliśmy hasła, więc sprawdzenie czegoś na szybko było bardzo utrudnione. (Trzeba było coś kupić i dopiero wtedy dostawało się hasło) W centrach handlowych podłączenie do internetu często możliwe było po uprzedniej rejestracji.

WODA

Na wodzie można zaoszczędzić, bo najlepsza jest ta prosto z kranu. Także nie zapomnijcie wziąć swoich bidonów.

STACJE BENZYNOWE

Nie ma ich wcale tak dużo jakby się mogło wydawać, więc trzeba zaplanować kiedy i w jakim miejscu będziecie tankować. Zwłaszcza jeśli zbaczacie z głównej drogi. Może minąć wiele kilometrów zanim dojedziecie do kolejnego miasteczka, w którym będzie możliwość zatankowania. Na części stacji można płacić zarówno gotówką jak i kartą. Na niektórych samoobsługowych stacjach nie zapłacimy gotówką, ale wtedy jest też opcja wykupienia specjalnej karty np.w knajpie obok stacji czy w sklepie, którą możecie doładować i płacić bezpośrednio z niej.
Na TEJ stronie możecie sprawdzić gdzie po drodze mijać będziecie najbliższą stację. ( Na ich stronie jest napisane, że na większych stacjach jest darmowe WIFI, ale nie dajcie się nabrać 🙂 Darmowe WIFI było może na 2 z 20 , które odwiedziliśmy. )

CENY

Nie ma co ukrywać, ceny są wysokie, skandynawskie. Większość rzeczy kosztowała prawie tyle samo (albo odrobinę taniej) jak w Norwegii, czyli tym samym dużo więcej niż w Polsce. Trzeba się po prostu z tym faktem pogodzić 🙂 Jeśli ktoś chciałby zaoszczędzić to może np. spać pod namiotem, przywieźć sobie część wyżywienia z Polski, a płatne atrakcje zamienić na tańsze albo darmowe opcje, np. popularną i droga Blue Lagoon zamienić na któreś z dzikich źródeł.
Jeśli chodzi o zakupy spożywcze, to najtańszą opcją jest supermarket Bónus. Nie ma ich jednak aż tak dużo, więc w razie konieczności sprawdzi się też Netto.
Mapkę z lokalizacją sklepów Bonus możecie zobaczyć TUTAJ

Czarna plaża, Reynisfjara.

JEDZENIE

Jedzenie jest dużo droższe niż w Polsce, tak jak wcześniej pisałam, najlepiej kupować w sklepach Bonus z charakterystycznym logo z pijaną/ poobijaną świnką. Jednak nawet w tym supermarkecie ceny będą co najmniej 2 razy droższe ( a niektóre produkty nawet 3). Warto niektóre rzeczy wziąć z Polski, np. my wzięliśmy przekąski w góry typu batony energetyczne, suszone owoce itp.
Cztery razy zjedliśmy w knajpach, z czego 2 na stacji benzynowej, bo nic innego nie było.

W każdym miejscu, nieważne czy to fikuśna restauracja, czy pizzeria, bar a może stacja benzynowa, dostaniecie fish & chips. Czarek próbował – wyglądały i smakowały dokładnie tak samo jak w Wielkiej Brytanii. Oprócz tego wiele knajp stylizowanych jest na amerykańskie – taki szczególny klimacik, koktalje mleczne, hamburgery, muzyka country. Z tradycyjnych rzeczy do spróbowania jest zupa rybna oraz zupa mięsna Kjötsúpa. Z ryb królują także te suszone, które kupicie w każdym supermarkecie. Oczywiście, najpopularniejsze jest sfermentowane mięso z rekina Hákarl. Świeże mięso zawiera szkodliwe dla człowieka substancje, ale jest na to sposób. Wystarczy zakopać taką rybę ( po uprzednim usunięciu niejadalnych części ) w żwirowym dole na okres 2-4 miesięcy. W tym czasie mięso fermentuje i pozbywa się większości płynów.
Nie można zapominać też o sławnych Pylsur, czyli hot dogach. Tam samo jak w Norwegii, na Islandii hot dogi traktowane są niemal jak potrawa narodowa i to właśnie do nich widziałam największą kolejkę w Reykjaviku.
Warto spróbować także jogurtu Skyr. Jest bardzo gęsty i kremowy, a mimo to nie zawiera dużej ilości tłuszczu. Na chwilę obecną można go znaleźć także w innych krajach, nawet w Polsce, ale będąc na Islandii warto spróbować tego oryginalnego.
Dla tych z Was, którzy wolą bardziej ekstremalne doznania (jeśli sfermentowany rekin nie wystarczy ) czeka także Svið czyli barania głowa. Na talerzu zaserwują Wam pół baraniej głowy, bez mózgu, za to z językiem, oczami i zębami. W Norwegii w niektórych rejonach też można spróbować takich “ pysznosci”- zostało to jeszcze z dawnych czasów, kiedy oba kraje były biedne , a mieszkańcy musieli zajadać wszystko co było możliwe, wyrzucenie takiej ilości mięsa byłoby marnotrawstwem.

DROGI


W Islandii na dzień dzisiejszy jest ponad 13.000 km dróg. Ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym wynosi 50 km/h , poza terenem zabudowanym 80 km/h jeśli jedziemy po nawierzchni żwirowej i 90 po nawierzchni bitumicznej. Na drogi górskie oznaczone literą F możemy wjechać tylko samochodem z napędem na cztery koła. Znaczna część dróg, które prowadzą w głąb kraju , zamknięta jest zimą.

Główna droga, którą możemy objechać Islandię w koło, jest Droga nr 1, jest długość to nieco ponad 1330 km.

Lodowiec Jökulsárlón


SPANIE “ NA DZIKO “

W 2015 z powodu dużego napływu turystów , zmieniły się reguły dotyczące spania na dziko. Nie można już nocować w camperze czy mini vanie w dowolnie wybranym miejscu, jest to nielegalne. Teraz nocować można tylko na campingach. Z namiotem turystycznym jest trochę łatwiej, ale istnieje wiele restrykcji, mniejszych lub większych, zależy w której części Islandii znajdujemy się.
Polecam wejść na tą stronę Islandzkiej Agencji Ochrony Środowiska. Tutaj możecie sprawdzić ograniczenia dotyczące konkretnych obszarów i wiele ciekawostek. ( Np. surowo zabronione jest spanie na mchu)

CAMPINGI

Jeśli planujecie codzinnie spać na campingach, to warto rozważyć zakup specjalnej karty, która umożliwi Wam korzystanie z ponad 40 campingów na terenie całej Islandii. Za kartę zapłacicie 159 euro, a skorzystać z niej mogą dwie osoby dorosłe, czwórka dzieci i wybrany pojazd (niezależnie od wielkości). Camping Card Iceland

Jeśli nie chcecie spać na dziko, warto sobie wcześniej zaplanować noclegi na konkretnych campingach. Nie ma ich wcale tak dużo, a nawet jak są, to nie wszystkie mają toalety i prysznice.
Campingów poszukać możecie TUTAJ lub TUTAJ.

Mi bardzo podobał się camping w VATNAJÖKULL NATIONAL PARK, blisko góry Skaftafelt, który jest też super bazą wypadową między innymi na wodospad Svartifoss czy na lodowiec. Za dwie osoby i auto zapłaciliśmy 4.000 ISK

Jökulsárlón – lodowa laguna

PRYSZNICE I TOALETY

Zarówno toalety jak i prysznice, to sprawa dość problematyczna. Na żadnej stacji pryszniców nie znajdziecie ( a przynajmniej my nie znaleźliśmy ). Co więcej nie koniecznie znajdziemy je na każdym campingu. Polecam w fazie planowania zobaczyć jakie są campingi w miejscach, gdzie chcecie się zatrzymać i spojrzeć na stronie czy mają tam prysznice. Szczególnie na północy w niektórych miejscach trudno było znaleźć miejsce z prysznicem.
Jeśli nie chcecie nocować w danym miejscu, a tylko szybko się umyć, to zapłacicie około 500 ISK.
Drugą opcją jest odwiedzenie basenów z gorącymi źródłami. W cenę zawsze wliczone jest skorzystanie z prysznica, szafki, toalety.
A jeśli już o toaletach mowa, to nie było łatwo. Co jakiś czas pojawiały się zajazdy, ale były głównie do odpoczynku – ławeczka czy stolik, żadnych toalet. Korzystaliśmy głównie ze stacji benzynowych, chociaż były i takie momenty, że przez kilka godzin stacji nie było. Na stacjach czasem toalety są bezpłatne, czasem kosztują 200 ISK, tak samo w turystycznych miejscach, punktach informacji itp. Zawsze warto mieć przy sobie 200 ISK w drobnych bądź kartę.

GORĄCE ŹRÓDŁA

We wszystkich wioseczkach i miastach znajdziecie baseny z gorącą wodą. Ceny różnią się od wielkości i popularności miejsca. Wejście może kosztować 800 ISK, a może 3000 ISK (tyle zapłaciliśmy za wejście do Sekretnej Laguny). Na każdym basenie jest prysznic, więc można załatwić dwie sprawy za jednym razem – wykąpać się w ciepłej wodzie pachnącem jajem i wziąć prysznic 🙂 Pamiętajcie, że przed wejściem jest nakaz dokładnego umycia się nago. Jest to napisane w wielu miejscach , nie da się przeoczyć. W Norwegii jest tak samo, więc ja już całkiem przywykłam, ale wiem, że dla wielu Polaków jest to wciąć dość krępujące doświadczenie. Jednak nie da się ukryć – bardzo dobre rozwiązanie ze względów higienicznych.
Oprócz płatnych basenów, można pokusić się o odnalezienie tych dzikich, gorących źródeł, np. Reykjadulur. Czarkowi tak się spodobały, że wrócił w to samo miejsce drugi raz. Jest tam dość spory, darmowy parking, na którym można zostawić auto. Od parkingu idzie się jakieś 30 minut pod górę, a potem zostaje już tylko cieszyć się rzeczką z gorącą wodą 🙂 (PS. Uważajcie na muchy, bo za drugim razem było ich mnóstwo! Tak samo jak w pobliżu Mývatn. Na stacjach można kupić specjalne siateczki na głowę. )

Pola geotermalne Námafjall

BEZPIECZEŃSTWO

Sytuacja na Islandii wygląda podobnie jak w Norwegii. Jeszcze kilka lat temu, ludzie zostawiali zarówno swoje auta jak i domy otwarte. Wraz z rozwojem turystyki, a także napływem imigrantów , sytuacja zmieniła się trochę i teraz nie można już tak bardzo ufać w uczciwość wszystkich, których spotykamy :). Niemniej, ogólnie jest bezpiecznie na ulicach. Kiedy jednak wyjedziemy poza miasto, to przez wiele kilometrów możemy jechać drogami, na których nie spotkamy żadnych ludzi, zabudowań czy innych samochodów. W takim przypadku, jeśli coś się stanie, może upłynąć sporo czasu, zanim nadejdzie jakakolwiek pomoc. Wydawało mi się, że owiec i koni jest na Islandii zdecydowanie więcej niż ludzi.

  • Na co jeszcze trzeba uważać?
  • burze piaskowe,
  • urwiska i klify – nie podchodzić za blisko krawędzi, zwłaszcza w miejscach gdzie gniazdują ptaki. (Klif może się zarwać)
  • kamienie i żwir ( zarówno ten wylatujący spod kół innego samochodu jak i waszego )
  • ptaki – trzeba uważać, żeby nie wkraczać na tereny, na których gniazdują – w razie zagrożenia niektóre gatunki mogą zacząć atakować, a poza tym to jest ich miejsce, więc uszanujmy to i nie stresujmy ich.
  • owce na drogach
  • wysoką temperaturę w gorących źródłach (kąpmy się tylko tam gdzie jest pozwolenie, może się okazać, że w innym miejscu wybija żródło i woda ma powyżej 100 stopni)
  • warunki na drogach i zmienną pogodę.

MIESZKAŃCY

Islandczycy bardzo dobrze mówią po angielsku, więc w sklepach czy na stacjach dogadacie się bez problemu. Zawsze odpowiedzą Wam na wszystkie pytania i pomogą, ale wydają się bardzo zdystansowani i wycofani, nie do końca chętni nawiązywać bliższe znajomości. Taka opinia często krąży o Norwegach, ale przy Islandczykach , Norwegowie wydają się najbardziej otwartymi ludźmi na świecie.
Niemniej jednak, kiedy zabrakło nam paliwa, dojechaliśmy do małej wioseczki i miły pan zgodził się nam trochę odsprzedać. Co ciekawe Czarek rozmawiał z nim po norwesku, pan odpowiadał po islandzku, a i tak jakoś udało się dogadać 🙂

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzach 🙂

PS. Całą relację z ostatniego wyjazdu na Islandię, możecie obejrzeć na Instagramie w zapisanych stories.

https://www.instagram.com/przygodynaobcasach/