8 ciekawostek o Wietnamie i Wietnamczykach

1.Większość Wietnamczyków to ateiści, którzy czczą swoich przodków.

Chociaż oficjalnie w Wietnamie jest wielu buddystów i to właśnie buddyzm jest uważany za główną religię , to mało kto jest praktykujący. Większość zapytanych Wietnamczyków powie Wam, że tak naprawdę nie wierzy w nic, a jedynie czci swoich przodków. W domach zazwyczaj po śmierci bliskich pojawiają się ołtarzyki im poświęcone – zdjęcia dziadków, szczególne pamiątki czy kadzidełka.

W Wietnamie znajdziecie także wyznawców kaodaizmu, który łączy ze sobą elementy różnych religii, w tym między innymi buddyzmu, taoizmu, chrześcijaństwa, a nawet islamu. Jest to religia monoteistyczna, a kaodaiści to w większości wegetarianie, których spotkać można głównie na południu Wietnamu.

2. Wietnamczykom przysługuje tylko 12 dni wolnego w roku. 

Często narzekamy na małą liczbę dni wolnych, a okazuje się, że może być dużo gorzej. W Wietnamie, w większości miejsc pracy przysługuje tylko 12 dni wolnego. Dodatkowo wolne są ważne święta takie jak  na przykład Nowy Rok, czyli święto Tet, które wypada zazwyczaj w lutym lub styczniu. ( W Nowy Rok zazwyczaj jedzie się w odwiedziny do swojej matki, o ile nie mieszka ona blisko nas). 

O tym ile dni wolnego przysługuje w Wietnamie dowiedziałam się przypadkiem, kiedy zaprosiłam moją znajomą Doan na ślub. Okazało się, że nie tylko żmudny i wymagający proces wizowy jest trudnością do pokonania, ale także możliwość wzięcia urlopu. Gdyby chciała przylecieć do Europy to dwa dni odpadają jej na sam lot, 10 dni na miejscu i już koniec wolnego na najbliższy rok. 

A dodatkowo nie jest wcale tak łatwo dostać te 12 dni wtedy kiedy się chce. Trzeba najpierw przeprowadzić kilka rozmów z pracodawcą i pozwolić żeby się namyślił.

3. Kapelusze non la nie tylko przed słońcem, ale też przed kokosami spadającymi z drzew.

Pierwszą charakterystyczną rzeczą, która przychodzi nam do główy kiedy myślimy o Wietnamie, są tradycyjne kapelusze stożkowe wykonane z liści palmowych na bambusowym stelażu.

Okazuje  się, że nie tylko są one dobrym sposobem na ochronę przed słońcem i żarem lejącym się z nieba, ale także w pewien sposób chronią przed spadającymi kokosami. 

Opowiedział mi o tym lokalny chłopak, niedaleko małej wsi położonej nad Deltą Mekongu. Rośnie tam dosłownie zatrzęsienie kokosów. Jest ich tak dużo, że ludziom nie chce się ich nawet zrywać. Ludzie pracują i chodzą między drzewami, na których rosną kokosy . Wyobraźcie sobie teraz, że taki kokos spada komuś na głowę, ze znacznej wysokości. To jakby dostać cegłą, albo gorzej. Kapelusze w znacznym stopniu amortyzują takie uderzenie i mimo, że takie sytuacje nie zdarzają się często to jednak się zdarzają.

4. W prywatnych szkołach uczących angielskiego  “biały człowiek”  to najlepszy nauczyciel, niezależnie od tego jakie posiada kompetencje. 

Niestety, ale tak jest. Często też w szkołach publicznych. Kiedy Wietnamczycy widzą kogoś z Europy to automatycznie zakładają, że ten ktoś mówi po angielsku i w prywatnych szkołach taka osoba jest szalenie pożądana . Dochodzi nawet do takich absurdów, że ktoś podchodzi do Ciebie na ulicy i pyta czy nie chciałbyś pracować w jego szkole, tylko dlatego, że jesteś biały. A jeśli aplikujesz na stanowisko nauczyciela, to często nie masz nawet żadnej rozmowy kwalifikacyjnej, na której ktokolwiek sprawdziłby Twoje zdolności językowe, tylko jesteś zatrudniany z góry, z takiego samego powodu jak powyżej.

Wietnamczycy, którzy mówią świetnie po norwesku czy nawet skończyli studia w tym kierunku, mają szanse praktycznie równe zeru, żeby dostać pracę w takiej prywatnej szkole językowej.

To prawie tak jakby Wietnamczycy byli rasistami wobec samych siebie.

5. Nawet lokalni mieszkańcy nie znają prawdziwej ceny rzeczy sprzedawanych na marketach.

Oczywiście jeśli pójdziemy na jeden z najbardziej popularnych marketów turystycznych to możemy być pewni, że zapłacimy z 5- 10 razy więcej niż zapłaciliby lokalni mieszkańcy. To wie już pewnie większość z Was.
Co jest jednak ciekawe- jeśli wybierzecie się na market typowo lokalny, gdzie nikt nie mówi po angielsku i zdecydowanie nie jest nastawiony na turystów, to i tak nie zobaczycie tam żadnych cen. Co więcej – Wietnamczycy też muszą się targować i negocjować.
Poszłam raz na taki targ z bardzo miłą dziewczyną Tran. Była ona na tyle sympatyczna, że chciała mi dać do spróbowania któryś z lokalnych owoców. Wybierała i wybierała, rozmawiała dłuższą chwilę ze sprzedawcą i w końcu kupiła rambutany. Chciałam się potem dowiedzieć ile kosztuje na przykład kilogram takich owoców, ale okazało się to niemożliwe. Tran nie miała pojęcia o cenie. Zapytałam więc w jaki sposób kupuje i decyduje ile warty jest produkt. Stwierdziła, że przygląda się i myśli ile jej zdaniem jest on warty i ile maksymalnie może za niego dać. Wtedy proponuje trochę niższą cenę, sprzedawca podbija odrobinę i kończą na cenie, którą początkowo chciała.
Także nawet lokalni nie wiedzą ile co kosztuje i dla każdego cena może być inna.

6. Wietnam to królestwo kawy – możecie spróbować ją tutaj na tysiąc różnych sposobów.

W większych miastach na każdym kroku spotyka się kawiarnie. W przeciwieństwie do Europy czy USA największym zainteresowaniem cieszą się tutaj malutkie, rodzinne kawiarnie, gdzie kawa parzona jest w tradycyjny sposób. ( Masowe sieciówki takie jak Starbucks też istnieją, ale zdecydowanie jest w nich mniej ludzi, głównie turystów).

W Wietnamie zazwyczaj uprawia się Robustę, która ma bardzo mocny i gorzki smak, a także zawiera więcej kofeiny niż Arabica. Z tego powodu kawę zazwyczaj podaje siętutaj z bardzo słodkim, skondensowanym mlekiem, które łagodzi odrobinę moc napoju i uwierzcie jest do idealne połączenie. Można dostać w wersji na ciepło i mrożonej.

Kawa ze skondensowanym mlekiem to jedynie początek możliwości Wietnamczyków w tym temacie. Można dostać kawę z najróżniejszymi dodatkami np. z ubitym żółtkiem razem ze skondensowanym mlekiem, z kokosem, jogurtem, smoothie ( tak! kawa połączona z świeżo zmiksowanymi owocami – próbowałam i mi ledwo przeszło przez gardło, ale kto co lubi 🙂 ).

Może niektórzy z Was słyszeli też o najdroższej kawie świata Kopi Luwak.
Na czym polega jej wyjątkowość? Otóż ziarna kawy zjadane są przez zwierzę o nazwie łaskun,( Jeśli ktoś z Was zastanawia się jak wygląda łaskun kliknijcie TUTAJ) a następnie wydalane. Przejście kawy przez układ pokarmowy zwierzaka sprawia, że smak ziaren zmienia się w dość znaczący sposób. Można więc śmiało powiedzieć, że jest to kawa z odchodów.
Ja takiej kawy nie próbowałam, ale w Wietnamie można to zrobić w wielu miejscach. Jednak z drugiej strony istnieje tu pewny dylemat etyczny – warto zastanowić się nad tym jak przetrzymywane są te zwierzęta ( wyłapywane i przetrzymywane w niewoli ),a także często karmione na siłę kawą.

Właścicielka rodzinnej, małej kawiarni

7. Rodzice to świętość.

Mimo, że sytuacja w większych miastach wciąż się zmienia, to wiele rodzin w Wietnamie wciąż jest bardzo tradycyjnych. A w takich rodzinach rodzice są świętością – nieważne co robią, jak się zachowują, ani nawet czy np. biją swoje dzieci – należy im się pełen szacunek i niezależnie od tego co robią, nic nie może tego zmienić. W jednej ze świątyń w Ho Chi Minh narysowane są kręgi piekielne i do ostatniego z nich – tego najgorszego – trafiają osoby, które okazują nieposłuszeństwo wobec rodziców. Karą za to jest gotowanie w gorącej smole.

Dlatego też młodzi muszą często spełniać wolę rodziców, pomimo tego, że sami mogą chcieć czegoś innego. Tematem kontrowersyjnym jest tutaj wciąż bezdzietność z wyboru. Osoby, które z własnej woli decydują, że nie chcą mieć dzieci, mogą spotkać się z różnymi formami społecznego ostracyzmu. Największą jednak krytykę otrzymają ze strony najbliżej rodziny czy sąsiadów, ponieważ nieposiadanie dzieci jednoznacznie wiąże się z brakiem poszanowania rodziców.

W większych miastach. przekonania te zmieniają się powoli i młodzi ludzie mają coraz większą wolność, ale do ideału jeszcze daleko.

8. Po ślubie małżeństwo zazwyczaj musi zamieszkać z rodzicami męża przynajmniej przez kilka lat.

Tutaj znowu wracamy do tradycji, według której kilka pierwszych lat po ślubie powinno mieszkać się ze swoimi teściami (rodzicami męża), a żona powinna we wszystkim pomagać teściowej. Powiedzmy sobie szczerze, że nie jest to szczególnie pożądana sytuacja i może wywołać wiele sporów.
Zwłaszcza, że w dużej mierze kobiety są traktowane dużo gorzej niż mężczyźni i mają mniej praw. Przykładowo podczas spożywania posiłków często mężczyźni siedzą razem przy stole, a kobiety i dzieci muszą jeść na podłodze.

A jakie są Wasze doświadczenia? Co dodalibyście do listy ciekawostek?