Japonia część 3. Magia Kyoto

Po spokojnej Ainokurze przyszedł czas na dawną stolicę Japonii – Kyoto. W Kioto po raz pierwszy od przybycia do Japonii powitał nas deszcz. Nadal było jednak ciepło, temperatura sięgała około 27 stopni C.
Pierwszym ciekawym przeżyciem w Kioto był nasz hotel, ponieważ zdecydowaliśmy się na hotel kapsułowy. Muszę przyznać, że spanie w takiej kapsule to całkiem wygodne i przytulne rozwiązanie. W środku nie było wcale tak mało miejsca, jak mogło się wydawać, w pozycji siedzącej nie uderzało się głową w sufit :) W środku był nawet mały telewizorek. Każdy gość hotelowy miał swoją własną, małą szafkę, do której mógł schować bagaż. Minusem było to, że większe plecaki czy torby raczej się do szafek nie mieściły, ale bez problemu można je było postawić w korytarzu koło swojej kapsuły. Na dole mogliśmy skorzystać z onsenu, a od razu obok były prysznice, suszarki, kosmetyki, szczoteczki, pasty i grzebienie. Muszę przyznać, że standard hoteli w Japonii jest naprawdę wysoki, nigdzie nie jest brudno, wszędzie są zawsze kosmetyki i przybory z których można korzystać no i oczywiście nie należy zapominać o sławnych, japońskich toaletach. Wbrew pozorom nie było trudno domyśleć się, który przycisk do czego służy ( a było ich naprawdę wiele), ponieważ obok każdego był narysowany obrazek. Wśród ciekawszych funkcji mogę wymienić: podgrzewanie siedzenia, relaksująca muzyka, szum wody ( gdyby ktoś chciał zachować dyskrecję), 3 różne stopnie natrysku do podmycia się oraz samoczyszczenie . Naprawdę dziwię się, że takie toalety nie przyszły jeszcze do Europy :D

Hotel Kapsułowy

Wracając do Kioto, to jest to miasto absolutnie przepiękne i urzekające, ja się w nim całkowicie zakochałam. To tutaj właśnie znajdziemy kolebkę japońskiej tradycji.
Z must see można wymienić oczywiście znany na całym świecie Złoty Pawilon, który pokryty warstwą złota piękne odbija się w cudownym stawie. Następny w kolejce jest Ginkakuji, srebrny pawilon uważany za świątynie miłosierdzia , zamek Nijo, dwór cesarski czy Świątynia Yasaka. Każde z tych miejsc jest niewątpliwie wyjątkowe, ale tak naprawdę za każdym razem można w Kioto po prostu iść przed siebie i jest się pewnym , że na swojej drodze napotka się cudowne świątynie, klimatyczne miejsca i uczucie jakby zostało przeniesionym się w czasie. Warto chociaż na jeden dzień odpuścić planowanie i po prostu iść gdzieś przed siebie, tam gdzie nogi poniosą.

Nas kilka razy poniosły do Gion czyli dzielnicy gejszy, raz nawet z bardzo młodą i sympatyczną Japonką, która była naszym przewodnikiem. ( Skorzystaliśmy z darmowej wycieczki Kyoto Free Walking Tour. Bardzo fajna opcja, coraz bardziej dostępna w różnych zakamarkach świata – lokalni ++ przewodnicy ++ oprowadzają cię po danym miejscu i jeśli się podobało, to na koniec można dać napiwek. Nam podobało się bardzo, mimo że podczas wycieczki było oberwanie chmury :) ) Wracając do gejsz, to nasza przewodniczka stwierdziła, że prawdziwe gejsze dziś można spotkać już tylko w Kyoto. Dawno temu było ich wiele, bo koło 80 tysięcy w całej Japonii, dzisiaj oczywiście ta liczba jest dużo, dużo mniejsza . Często gejsze kojarzą się, niestety, z damami do towarzystwa, które swoimi wdziękami mają zabawiać bogatych biznesmenów. Ich rola jest jednak dużo bardziej złożona. Są one odpowiedzialne za utrzymanie wyśmienitej atmosfery w towarzystwie, prowadzeniu elokwentnych konwersacji, zabawianiu gości oraz rzecz jasna przeprowadzaniu ceremonii parzenia herbaty podczas której każdy najmniejszy gest ma kluczowe znaczenie.

Nie tak łatwo zostać gejszą : najpierw trzeba uczyć się przez 6 lat. Zazwyczaj nauka zaczyna się w wieku nastoletnim, chociaż dawniej były to dużo młodsze dzieci, nawet w wieku 6 lat. Taka adeptka na gejszę nazywa się maiko. Podczas tych kilku lat Maiko codziennie uczy się zawodu, żeby po 20 roku życia już w pełni stać się gejszą. Niektórzy zastanawiają się jak rozróżnić Geiko ( geiko to właśnie gejsza z Kyoto) od Maiko. Przy uważnej obserwacji nie jest to aż tak bardzo skomplikowane. Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę na włosy. Geiko noszą peruki, natomiast Maiko czesze swoje własne włosy. ( Większość z nich musi spać na drewnianych deskach podpierających szyję, po to żeby nie rozwalić misternie ułożonych fryzur! Póżniej kiedy już stają się gejszami i dostają peruki, mogą spać normalnie. ) Dodatkowo Maiko mają we włosach dużo kwiecistych ozdób zwanych kanzashi. Ozdoby Geiko ograniczają się zazwyczaj do prostych grzebieni i szpilek.
Warto też zwrócić uwagę na kimono. Kimono Maiko będzie miało dłuższe rękawy, będzie bardziej kolorowe i wzorzyste. Na kimonie Geiko znajdziemy nieliczne wzory i dużo bardziej stonowane kolory. Tak samo z makijażem : Maiko będzie miała bardziej krzykliwy makijaż, więcej różu na policzkach i wyraźniej podkreślone oczy.

Nie jest łatwo spotkać prawdziwą gejsze , ale nie oznacza to, że nie mamy żadnych szans :) Oczywiście największe prawdopodobieństwo zobaczenia Maiko albo Geiko istnieje w dzielnicy Gion. Najlepiej wybrać się tam na spacer między 16 a 18, wtedy to większość pań śpieszy na swoje umówione spotkania. Uwaga! Nie dajcie się nabrać, ponieważ w tamtych rejonach istnieje wiele firm, które na jeden dzień wypożyczają kimona oraz oferują makijaż i fryzurę w stylu gejszy. Z oferty tej korzysta chętnie wiele Azjatek spoza Japonii. :) Jeśli więc „gejsza„, którą zobaczycie będzie chętnie pozować do zdjęcia, zatrzymywać się do pozowania i zwracać na siebie dużo uwagi, to możecie być pewni, że to nie jest prawdziwa gejsza. Geiko cenią sobie prywatność, a poza tym mają umówione spotkania ( klienci płacą także za czas ich dojścia na umówione miejsce) , więc nie mają czasu żeby zatrzymywać się i robić zdjęcia.

Oprócz odwiedzania Gion, warto wybrać się trochę dalej żeby zobaczyć niesamowitą świątynię Fushimi Inari. Prowadzą do niej pomarańczowe bramy Tori, które się wiją w nieskończoność, a przynajmniej tak się wydaje. Jest ich aż 1000. Spacerować można tam dobrych kilka godzin i w różnych kierunkach. Na dole jest dość spory tłok i wielu turystów, ale wystarczy wejść kawałek wyżej i widoki ma się praktycznie tylko dla siebie. Na szczycie znajdziemy świątynie poświęconą bóstwu Inari. Bóstwo to opiekuje się między innymi ryżem i przemysłem. Jego tak zwanym wysłannikiem jest lis i to właśnie jego pomnik znajdziemy na górze.

Warto także oddalić się bardziej od centrum, wsiąść w autobus i zobaczyć dzielnicę Arashiyama. Nazwa ta pochodzi od góry, u podnóża której leży na dzielnica. Tutaj warto skupić się na dwóch miejscach : na bambusowym lesie oraz parku małp Iwatayama. Park bardzo nam się podobał, pnące się w góre bambusy, jeden przy drugim robiły spore wrażenie. Na początku może się wydawać, że to nic szczególnego, ale trzeba wejść bardziej w głąb lasu, tam drzewa są naprawdę interesujące. Tak naprawdę jednak co innego nas urzekło w tym miejscu. Z powodu tego, że las ten odwiedza wiele turystów, japońskie szkoły uznały, że będzie to świetna opcja dla japońskich dzieci żeby poćwiczyć angielski. Można więc co krok zobaczyć gromadki uczniów, którzy chodzą z kartkami i mają za zadanie zagadać obcokrajowca i zadać konkretne pytania. Jest do super sposób, bo przełamuje nieśmiałość i dzieci mają okazję ćwiczyć angielski w prawdziwym życiu. Były to bardzo urocze i miłe krótkie rozmowy :)

Po spacerze wśród bambusów przyszedł czas na park małp.Jest on na szczycie góry, więc najpierw czeka nas wspinaczka. Jednak zdecydowanie warto się trochę powspinać. Małpy żyją tam na wolności i mogą wracać w góry kiedy tylko chcą. Na miejscu zobaczyliśmy tylko jedną klatkę i była to klatka dla ludzi . :) Każdy mógł poczęstować małpę specjalnie zakupionym owocem, ale najpierw trzeba było wejść do klatki. Małpy wkładały łapki przez kratki domagając się owocu :) Nie ukrywam, że małpy ( a także jelenie z Nary, o których napiszę już niedługo) zajęły na moim aparacie chyba najwięcej miejsca z całej japońskiej wyprawy.
Każda małpa ma swoje imię i nie można ich drażnić, czyli na przykład patrzeć im prosto w oczy czy kucać przed nimi, ponieważ odbierają to jako przygotowanie do ataku.

Nie należy też za głośno się śmiać ani pokazywać palcami małych małp razem z ich matkami, ponieważ samiec odbiera to często jako wyśmiewanie się z jego rodziny i atakuje. Jeden z opiekunów małp pokazywał swoją rękę, pogryzioną po takim właśnie ataku.

Jeśli interesują Was bardziej szczegółowe informację, to mogę dodać, że gatunek małp to tak zwany makak japoński, po angielsku snow monkey, czyli małpa śnieżna. Nazwa wzięła się stad,że małpy te zamieszkują tereny, które przez znaczną część roku pokryte są śniegiem.

Jeśli same małpy Was nie przekonują do odwiedzenia tego miejsca ( chociaż nie wiem czy to możliwe żeby kogoś nie przekonały) to dodatkową atrakcją jest piękny widok z góry oraz ogólnie bajkowe krajobrazy dookoła.

Jeśli jeszcze zastanawiajcie się czy odwiedzić dawną stolicę Japonii, to nie myślcie już dłużej, tylko pakujcie walizki :) Kyoto zdecydowanie skradło moje serce, łącząc nowoczesność z tradycją, gejsze z małpami oraz dodając do tego mnóstwo urokliwych zakamarków.

A już niedługo wpis o Narze o jeleniach. Zapraszamy!